Aktualności

No i stało się. Tak skrzętnie przechowywane bilety na plażę to już historia. Choć nie tak odległa bo zaledwie jeszcze trzy dni temu patrzyłam na wschód słońca nad Morzem Śródziemnym. I muszę przyznać, że nie tylko malownicze zachody słońca są tą magiczną chwilą, w której stają się bohaterami wręcz milionów fotograficznych kadrów. Naszym motywem przewodnim w ostatnim tygodniu były krajobrazy zachodniego wybrzeża Cypru. I pomimo tego, że znałam je już z poprzedniego pobytu to jednak każdego dnia odkrywałam tajemnice okolic Pafos, patrzyłam na gwiaździste niebo z pokładu Ptolemy, stojąc na kotwicy w lagunie nieopodal Timi, chowałam się przez upalnym słońcem i wszechobecnym kurzem wzbijanym spod kół na nadmorskim „camel trophy”. Pomyślałam sobie, że warto czasami wrócić do miejsc, gdzie odnajduje się fragment własnego życia, uśmiech ludzi, ciepłe promienie słońca, radość. Właśnie tak dobre wspomnienia tworzą naszą dobrą rzeczywistość. Przeglądając zdjęcia z uśmiechem wracamy do chwil, w których jeszcze niedawno przyszło nam grać rolę życia, kolejną bo przecież następna chwila była równie ważna. Tak jak ważny jest każdy dzień w życiu. Ten w którym rozkwita wiosna, czy ten kiedy listopadowy deszcz spływa strumieniem po szybach. Dzień, w którym spotykamy ważnych ludzi na naszej drodze… przyjaciół, jak w Pafos. Dziękuję Asia:)

Patrząc na kalendarz czuję niezwykłą satysfakcję z dobrze spędzonego czasu w czasie mijających pierwszych tygodni roku. Zdążyłam trzy razy stanąć twarzą w twarz z polskimi górami i raz z polskim morzem. Po drodze zahaczyłam o Mazury, daleki Szczecin i Opole. Na chwilę zatrzymałam się w Kaliszu, uznawanym powszechnie za najstarsze miasto w Polsce. Po drodze był mi uroczy Dusseldorf. Po tym wszystkim stwierdziłam, że to dobra wróżba na ten rok. Dla pewności raz na jakiś czas sprawdzam moje pierwsze lotnicze bilety na plażę, bo w zasadzie to już niedługo. Tym sposobem jestem w stanie wysiedzieć jeszcze jakoś w pracy choć z pewnym przerażeniem myślę o nadchodzących Kolosach. Aż strach pomyśleć co mi jeszcze wpadnie do głowy jak obejrzę kilkanaście emocjonujących zapewne relacji z podróży w czasie i przestrzeni, zastanawiając się dlaczego mnie tam jeszcze nie było? Wierzę, że w przypadku niektórych miejsc to tylko kwestia czasu… czasu, którego nie pozostaje wiele, dlatego warto go docenić już dziś i nie tracić ani chwili. Czy jestem spakowana? Ja tak… a Wy? Mam dziwne wrażenie, że zobaczymy się niebawem:)

Często jest tak, że jak zmienia się data roku to zastanawiamy się co nowego, innego może nam się przytrafić, jakie plany i marzenia spełnić, kogo i co nowego spotkać… I tak naprawdę nie ma w tym nic dziwnego. Zazwyczaj chcemy jakichś zmian, jakiejś rewolucji, wielkiego wybuchu czy spełnienia najmniejszego z marzeń. A ja wiem, że marzyć warto. I tak żeby każdy dzień nowego roku miał swoje przeznaczenie to kilka minionych dni spędziłam w niezwykłych okolicznościach przyrody polskich gór, wspaniałej zimowej aurze, w pięknych krajobrazach okolic Krynicy. I nie musiałam odkrywać nieznanego lądu na końcu świata. Wystarczyło znaleźć się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu, w odpowiednim towarzystwie. Nowy rok nabrał znaczenia. Jego pierwszy dzień stał się symbolem sprawiania sobie przyjemności i czerpania radości z każdej godziny mijającego niezmiennie czasu. To przemijanie jest jak zwykle nie do zatrzymania więc postanowiłam podążać jego rytmem, nie tracąc ani chwili. Tym samym już dziś wiem, że będzie to bardzo pracowity podróżniczo rok. I na taki czekam. I życzę Wam, żebyście jak najczęściej mieli okazję „zmęczyć  się” podróżą, wyprawą, spontanicznym weekendem,  dobrym filmem i szczęściem dzielenia się tym wszystkim z przyjaciółmi. Spełnionego Nowego Roku:) Niech małą zachętą będzie kolejny kalendarz wspomnień jaki powstał po zeszłorocznym rejsie. Wyszliśmy z pięknego portu w Pafos na Cyprze, i ten Cypr stał się początkiem czegoś nowego...

Kiedyś mi się wydawało, że jak znajdę się na środku morza, nocą pod gwiazdami, stojąc za sterem jachtu to poczuję się jakoś dziwnie, samotnie. Okazuje się, że to zupełnie inne uczucie. Całe rozgwieżdżone niebo jest moje, mogę sobie wybrać dowolną z gwiazd i kierować się jej kursem, wiedząc że gdzieś obok też ktoś płynie, walczy z falą, wypatruje świateł na horyzoncie... marzy. Bo tak spełniają się kolejne marzenia. Na nowym lądzie, wśród nowych ludzi, na pokładzie nowego jachtu, na nowych nieznanych wodach. Ta niekończąca się historia szukania czegoś nowego to jest jak magnes przyciągający nowe przygody, ciekawość. To coś co sprawia, że każdy dzień, jest inny, niezapomniany, pełen drobnych ciepłych i szczęśliwych chwil z których składa się życie. A życie jest piękne... nieprawdaż? Wróciłam do pięknej jesieni, do przyjaciół, do wspomnień, do planów na przyszłość. Bez tego życie trochę traci sens:)

Jak zwykle starałam się zapanować nad czasem w te wakacje. Jak zwykle czas był szybszy ode mnie ale jednak udało mi się coś zatrzymać w kadrze.  Pamiętałam o szalonych planach dalekiego na setki mil rejsu. Do miejsc, gdzie nikt nie jest w stanie namierzyć Cię żadnym telefonem czy wszędobylskimi doniesieniami na jakimś społecznym portalu. Takie miejsca na wakacje lubię najbardziej. Niestety tym razem nie wyszło… ale za to siłą wyrwane 7 dni urlopu upłynęło w niemniej osobliwych okolicznościach przyrody, na Mazurach. I jakkolwiek tu społeczność w każdym wydaniu była na wyciągnięcie pagaja to był to czas niezwykłych poczynań naszej załogi…

Sierpień okazał się miesiącem wydarzeń niezwykłych gdzie, jak za sprawą wehikułu czasu mieszały się pozytywne emocje kolorowych jarmarków, szantowych koncertów, święta piwa na corocznych Chmielakach, no i Paweł. Niezwykła rewolucja w jego życiu przeniosła się rykoszetem na mnie. Życie jest przewrotne w swoich planach, zaskakujące, szokujące… po raz kolejny przyszło nam za późno docenić co mieliśmy. Czas… kwestia czasu, kiedy zaakceptujemy nową rzeczywistość, wierząc że zrobimy wszystko, aby pomimo nieplanowanych zdarzeń była najlepszą, w jakiej można się znaleźć:) Paweł, trzymaj się ciepło.

Tym razem to wszystko poszło za daleko. Po małych zmianach w służbowym życiu gdzieś zgubiłam trop tej ważniejszej, prywatnej strony egzystencji. A przecież po drodze znów znalazłam się na nieodkrytych ścieżkach podążając za niepokornymi wędrowcami na gdyńskich Kolosach. Z niemała satysfakcją stwierdziłam, że trochę wracamy do korzeni i zaczynamy stawiać na oryginalność, spontaniczność i wolność bez komercji. Zabarwione pasją relacje podróżników na długo zamieszały mi w głowach i gdzieś zaczęła kiełkować myśl o dalekiej czy bliskiej wyprawie. W zasadzie to po prostu żeby się gdzieś ruszyć, znaleźć kolejny cel. Tym śladem odkryłam nową, trochę tajemniczą stronę życia moich znajomych, wpadłam w szalony wir wspomnień na niezapomnianym spotkaniu z Pawłem, cieszyłam się słońcem wielkanocnych tradycji, aż zatrzymałam się w majowym klimacie na naszym Roztoczu. Przez ten cały czas miałam jednak wrażenie, że coś jednak kieruje naszym życiem. Czasami kogoś lub coś się traci, może nie od razu pojawi się alternatywa, może trzeba to jakoś przetrzymać a może nie czekać i zacząć działać? Czasami jest trudno…  dlatego warto dostrzegać słońce nawet w tych bardzo pochmurnych dniach, korzystać z tego co mamy dziś, kogo dziś mamy blisko i doceniać każdą chwilę spędzoną z uśmiechem. Warto żyć tak jak się lubi najbardziej.