Aktualności

".. Twoje imię do czegoś zobowiązuje” – często zdarzało mi się słyszeć takie słowa, jak wracałam z kolejnej wyprawy życia. Z miejsc, gdzie niekoniecznie planowałam być, z ludźmi, których nie marzyłam nawet poznać, ze wspomnieniami, które do dziś są nieodłączną częścią mojego życia. Podróż, nawet ta najbardziej szczegółowo zaplanowana rządzi się zwykle swoimi prawami. Los chodzi swoimi drogami i tylko warto poddać  się tym chwilom emocji, aby odkryć coś nowego a może odkryć siebie. Tak się stało zaledwie kilka dni temu, kiedy rozpakowałam plecak wyciągając z niego kask motocyklowy, starą kurtkę i ściągając z nóg, po kilkunastu godzinach lotu buty, również motocyklowe. Za sobą mam dwa tygodnie absolutnie niezwykłej podróży po indyjskich Himalajach. Kaszmir przywitałam ze wspaniałymi ludźmi, jakich poznałam na tej wyprawie, z którymi zdobyłam najwyższe przełęcze świata, spałam na 4900 m n.p.m i spędziłam najlepszy, choć krótki czas prawie na dachu świata. Czy można być uzależnionym od zwiedzania świata – można. Życzę Wam aby nigdy Wam się to nie znudziło…  Julley..

W jakich chwilach czujecie, że coś trzeba zmienić, że jakoś Was tak nosi, nie możecie sobie znaleźć miejsca a może tych miejsc jest właśnie za dużo?? Ja nie mam recepty na długotrwałe związki z owymi miejscami. Podążam zwykle za uczuciami, za ludźmi, za emocjami. Intuicyjnie wyczuwam nadchodzący czas, kiedy zbyt często spoglądam na plecak, chce mi się spać w śpiworze, zostawiam otwarte okno na noc, jakby to właśnie wtedy miała nastąpić jakaś niezwykła teleportacja. Nie zawsze za to przemieszczam się tam gdzie marzę. Rozsądek i poczucie obowiązku jakoś mnie dyscyplinuje i trzyma w jakimś wnętrzu aż zaczynam czuć, że mi ciasno. Potrzebuję przestrzeni. Wy też? Zacznijmy może od Gdyni. To dobry start, metę określcie sami. Moja jest gdzieś za horyzontem, tam gdzie jeszcze mnie nie było albo gdzie czułam się tak wyjątkowo, że bez zastanowienia chcę wrócić. Dzień dobry wiosno. Wyruszam na spotkanie z..... :)

Gdzieś w międzyczasie minęła wiosna, lato wyjątkowo gorące, pełne morza, uśmiechu, bieli żagli zagościło na dobre. Postanowiłam korzystać ze wszystkiego co pojawiło się dookoła. Spacery, przyjazdy niezliczonej ilości gości, filmowe lato, kąpiele w wyjątkowo ciepłym Bałtyku, nowe miejsca, nowi ludzie... Każdy dzień był małą wakacyjną przygodą. Udało mi się nawet usiąść do dalszego pisania kolejnej książki, choć tu ciągle brakuje mi kilku spokojnych dni na skupienie się nad naszą wyprawą do Nowej Zelandii, która jest jej bohaterką. Ale nie poddaję się. to teraz plan nr 1. Zaraz po tym jak zeszłam z pokładu jachtu Selma Racing poczułam, że wiejący wiatr w jej żagiel rozpędził mnie na dobre. Teraz to już na pewno zabraknie mi czasu na sen... Może prześpię się między jedną a druga wachtą gdzieś na morzu... a póki co zajrzę na plażę. Tam na horyzoncie zawsze czai się jakaś nowa inspiracja :) 

 

W tym roku wiosna z wyjątkowym oporem zbliżała się do Polski. Wszystko wskazywało na to, iż nie będzie to zielona eksplozja ciepła a raczej dłużące się poranki, w oczekiwaniu na pojawienie się słońca. W takich okolicznościach zdecydowaliśmy się jednak rozpocząc sezon żeglarski. Z początku z niepokojem przyglądałam się jak morzem targa sztorm. Perspektywa nie była optymistyczne. A przy tym wahania temperatury między -3 a +2 stopnie Celcjusza. Ale nie było odwrotu. Uzbrojona po zęby w niezliczoną ilośc warstw ciepłego odzienia wypłynęłam z przyjaciółmi na poszukiwanie wiosny. .. Przyszła, w niedzielę i została. Nie tylko na niebie ale i w naszych kojach, na pokładzie jachtu i na pewno w naszych sercach. Kiedyś, mój przyjaciel powiedział mi "Zakochaj się na wiosnę" - polecam. Wspaniały pomysł na resztę roku. Przesyłam dziś ciepłe promienie wiosennego słońca znad zatoki z widokiem na słoneczną przyszłośc. :)

Jak każdego dnia, na dzień dobry witam się uśmiechem i słońcem. Plaża tuż obok. Nie ważne, że zima. To nadal wielkie okno na piękny horyzont. Za nim czai się na pewno jakaś przygoda. Może jeszcze nie zaplanowana ale czują jak wraz z coraz dłuższym dniem zbliża się do mojej plaży. Nie chcę zgadywać czy będzie to pokład jachtu, długo oczekiwana wizyta przyjaciół, spakowany plecak z jakimś cudownym miejscem wypisanym na bilecie lotniczym... Nie wiem ale jestem przygotowana.

Ostatnio zabrałam moich wiernych słuchaczy Klubu Podróżników, na wyprawę do świata Majów, Azteków, Tolteków. W magiczne bezkresy meksykańskiej dżungli, do której wiodła nas kręta ścieżka gwatemalskich bezdroży. I to lubię. Jakiś mały zarys czegoś co potem objawia się kolejną wyprawą życia. Są miejsca, do których można wracać bez końca. Miejsca tajemne. Miejsca bohaterów antycznej astronomii, matematyki, sportu. Tego, czym my dziś jesteśmy. Spadkobiercami tamtych czasów. Jedźmy w tamte miejsca. Jest ich na tyle wiele, że podróż najlepiej zacząć od razu. Powodzenia na szlaku :)

 

Mieszkając nad morzem nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo uzależnię się od spoglądania za okno, sprawdzając stan morza, patrząc na wędrujące chmury na niebie, łapiąc każdy rozgrzewający promień słońca. To wciąga:) ale i pozytywnie nakręca do robienia rzeczy zupełnie innych nich dotychczas. Siedząc na Nabrzeżu Francuskim stajesz się częścią historii polskiej emigracji, która w tysiącach ludzkich istnień podążała za głosem wolności czy szansy na lepsze jutro na pokładzie Batorego, Piłsudskiego – naszych sławnych liniowców. Patrzysz jak tuż obok ciebie przepływają wieżowce załadowane wszelkim rodzajem surowców, drzewem itp., wciskają się w ciasne doki, cumując do licznych kei. To całkowicie inna odsłona Gdyni, trochę przemysłowa ale też będąca nieodłącznym elementem morskiego krajobrazu tego miasta. Serce gdyńskiej stoczni. Chociaż to serce można zostawić w wielu innych miejscach, a już na pewno w porcie jachtowym, gdzie zdarza mi się spędzać najwięcej czasu. Jak tylko można postawić jakiś żagiel i ruszyć na zatokę, jestem tam. I tu niezmiennie od pogody, wiatru, stanu morza Was zapraszam... aby wypłynąć poza horyzont:)