Rejsy

DSC_0398
DSC_0398 DSC_0398
… to było coś więcej niż tylko spotkanie z Selmą Racing i jej wspaniałą załogą. Tego dnia Selma Racing wpłynęła do portu w Górkach Zachodnich jako najszybszy jacht 40-tych Regat Obrońców Westerplatte. Siedziałam z aparatem w ręku w główkach portu. Widok rozpiętych na wietrze żagli jachtów, biorących udział w regatach zapierał dech. Wypuszczone spinakery raz za razem przysłaniały horyzont. Można było patrzeć na nie w nieskończoność. Ale wreszcie nastąpił moment kulminacyjny i Selma z czterema zwycięstwami przybiła do kei. Wystrzelił szampan. To było wspaniałe zwycięstwo. .. I taki był tylko początek mojej przygody z Selmą. Jeszcze tego samego wieczoru weszłam na jej pokład jako załoga. Przed nami był rejs do Jastarni. I choć nie był to regatowy przelot na czas to styl w jakim to zrobiliśmy był absolutnie niezwykły. Do góry poszedł grot i to właściwie wystarczyło, żeby z prędkością średnio 8 węzłów w niezłym przechyle ruszyć kursem 345o.

Nad naszymi głowami lśniło morze gwiazd. Nad horyzontem pojawił się rudo-złoty księżyc, rzucający świetlisty cień na powierzchnię rozfalowanej wody. Północno -zachodni wiatr popchnął nas w wyznaczonym kierunku. Nad pokładem królował wielki grot. Fok spokojnie czekał na swoją kolej. Zaparliśmy się z Wojtkiem o pokład i chłonęliśmy urok nocnej żeglugi. Przez pokład przelatywały żeglarskie wspomnienia i uczucia toczącej się właśnie niezwykłej przygody. Co raz, któraś z fal lekko przepływała przez dziób jachtu. Lekkie pióropusze wody sięgały do kokpitu. Z żalem patrzyliśmy jak w za szybko zbliżały się światła portu w Jastarni. Zdecydowanie za szybko. Wojtek rzucił nieśmiało, że może tak trochę dalej, choć do Świnoujścia... Niestety tym razem Artur Skrzyszowski – nasz skipper tego nie planował :) Ten krótki przelot nie mniej był również spotkaniem ze wspaniałym żeglarzem Szymonem Kuczyńskim, który wybrał się z nami na nocne żeglowanie. Trudno coś zwykłego napisać o tych niezwykłych żeglarzach. Zostawię tu nieco miejsca na osobistą refleksję, którą zachowam dla siebie zanim nie dotrze do mnie z kim znalazłam się na pokładzie Selmy Racing tej nocy.

DSC_0399
DSC_0399 DSC_0399

Noc była ciepła i na pewno z powodu nadmiaru wrażeń, nie myśleliśmy z Wojtkiem o spaniu. Cała nasza czwórka, ruszyła w kierunku centrum uśpionego miasteczka. Ze sobą mieliśmy kolację, którą postanowiliśmy zjeść na plaży, ok 1.20 z widokiem na otwarte morze. Nad nami znów zaświeciło morze gwiazd. Dwie z nich spadły. Oby spełniły marzenia. W tych okolicznościach przyrody moje było tylko jedno :) Przez ciche, pogrążone we śnie ulice wróciliśmy na pokład. W lekkim szumie wody uderzającej o pokład zasnęliśmy w sekundę.

DSC_0429
DSC_0429 DSC_0429
Poranek przywitał nas pięknym słońcem. Przed nami był pracowity dzień, kiedy to Selma udawała się na kilkudniowy odpoczynek. Musieliśmy złożyć dla niej kobyłkę a jacht delikatnie wyciągnąć z wody. Jako, że ostatnie dni obfitowały w niezwykłości to i nasze ostanie wspólne śniadanie było zbiorem niezwykłych smaków, począwszy od grillowanej – dwa dni temu – kaszanki, co najmniej kilograma bananów, dwóch plasterków sera, uczciwie podzielonych na cztery i czekoladowy krem na deser. Skład może niecodzienny ale wystarczyło, żeby nabrać sił i ruszyć na plac budowy. Poszczególne elementy kobyłki pojawiły się na placu. 96 śrub i kilka ciężkich przęseł stanowiło całość układanki. Poszło całkiem nieźle, zważywszy że ja miałam do czynienia z taką pracą po raz pierwszy. Po dwóch godzinach 'kobyłka stanęła u płotu' a miły, uśmiechnięty operator samojezdnej bramownicy czyli travelift'u podjechał pod dok, w którym czekała Selma, którą wcześniej przestawiliśmy w wyznaczone miejsce. Selma ruszyła w górę. Wolnym ruchem, bezpiecznie uniosła się na odpowiednią wysokość i w blasku fleszy przejechała na przygotowane, wygodne łoże. Z lekką instrukcją Artura jacht został precyzyjnie umieszczony na miejscu.
DSC_0440
DSC_0440 DSC_0440
Weszliśmy jeszcze na jej pokład. Ostanie prace niestety zbliżały nas do końca przygody. Ale pozostawiliśmy Selmę Racing w odpowiednim stanie. Niech odpocznie przed kolejnym wyzwaniem.

 

Zeszłam z drabiny. Zawołałam chłopaków, żeby raz jeszcze stanęli przy jachcie.

DSC_0466
DSC_0466 DSC_0466
Dźwięk klikającej migawki jednoznacznie oznaczał, iż pożegnalne zdjęcie stało się jednym z licznych ujęć, dokumentujących weekend z Selmą w roli głównej. Mam tylko nadzieję, że był to pierwszy z takich weekendów, a może coś więcej..

Azory2013_023
Azory2013_023 Azory2013_023
To zupełnie było coś nie zaplanowanego. To znaczy to jak potoczyły się moje i nie tylko moje losy gdzieś na środku oceanu Atlantyckiego. I choć tak naprawdę dopiero tam, na jednej z wysp małego archipelagu, zaliczanego do Makaronezji – Wysp Szczęśliwych, w miejscu przecinania się wielu szlaków handlowych, turystycznych czy żeglarskich sprzed setek lat, poczułam się po raz kolejny jak odkrywca. Mały współczesny człowiek, który dotyka ziemi, na której stopy stawiali ongiś dzielni żeglarze a znane były już Fenicjanom. Historia czaiła się na każdym kroku. Na wzgórzach królowała wspaniała, choć sprowadzona przez Portugalczyków, roślinność. Zupełnie jak w przewodniku. Czytając fragmenty opisów dwójki Polaków zakochanych w Azorach nie było innej możliwości jak samej przekonać się co kryje 9, oddalonych o 1500 km od stałego lądu wysp.

Sierpień 2010

Lofoty2010_0040
Lofoty2010_0040 Lofoty2010_0040
Gedania czekała na nową załogę na etapie Tromso – Trondhaim. Marek krótkim telefonem dał mi znać, że potrzebny żeglarz. Kapitał dodał, że mile widziany oficer. Wysłałam wiadomość do .. przyjaciela. Po chwili dostałam odpowiedź - „Mam zgodę na urlop”. Poczułam się trochę dziwnie, ale pomyślałam że to dobra szkoła pod żaglami w gronie wytrawnych żeglarzy, pasjonatów, amatorów, wędkarzy czyli ubiegłorocznej 16 – osobowej, męskiej załogi.

Tall Ship Races 2011

Gedania2011_013...
Gedania2011_0135 Gedania2011_0135

- Ty to chyba jesteś w ciąży – zaskakujące stwierdzenie Marka postawiło mnie do pionu, kiedy po raz kolejny zaczęłam narzekać na głowę i trochę na wędrujący po organizmie żołądek. To była nasza druga nocna wachta. Faktycznie czułam się zaskakująco nie fajnie na kolejnej fali, jaką przywitało nas morze północne po wyjściu ze Stavanger. A jeszcze dwa dni wcześniej nic nie zapowiadało tak niełaskawych warunków dla poszukiwaczy przygód….

02-05.07.2009

TallShip2009_08...
TallShip2009_087 TallShip2009_087
Tym razem plan był precyzyjny. Należało już tylko przedostać się z centralnej Polski na wybrzeże aby znaleźć się w cieniu białych żagli największych żaglowców jakie pływają po morzach i oceanach i w towarzystwie śmietanki żeglarskiego świata przeżyć wspaniałą morską przygodę. Jazda po polskich drogach niezmiennie dostarcza sporych wrażeń a tak było i tym razem. Pokonanie 350 km zajęło mi jedyne 7 h, co i tak zaliczyłam do grupy wielkich sukcesów, zważywszy na niespodziewany korek na obwodnicy Trójmiasta.