Wyprawy
1 lipca - 22 lipca 2003
„Weź ten łeb”- wyrwało nas z półsnu, w autokarze relacji Radom-Frankfurt, którym rozpoczęliśmy kolejną, miejmy nadzieję pełną niespodzianek podróż w świat. Tym razem dość spontaniczną na Wyspy Zielonego Przylądka.Słowa te wyrzuciła z siebie nastoletnia dziewczynka, kierując je w stronę swojej babci. Ta, bowiem chciała pokazać dziewczęciu jakieś wątpliwej urody kwiaty na polu u chłopa w podkaliskiej wsi. Atmosfera tego sielskiego pożycia rodzinnego towarzyszyła nam już do końca. Udana damska para siedziała tuż przed nami raz po raz uatrakcyjniając nam beznamiętnie długą podróż.
Czytaj więcej: Na "Wyspach Bergamutach" - Wyspy Zielonego Przylądka
13 lipca - 27 lipca 2004
…Aśka wyjęła pożyczoną białą chusteczkę higieniczną i zaczęła nią nerwowo potrząsać, stojąc na peronie lubelskiego dworca. Wzruszenie? Mimo to jej widok zdecydowanie nas rozczulił. Po przeróżnych perypetiach nasza wyprawa do Rumunii doszła wreszcie do skutku. Czuliśmy się trochę osamotnieni, gdyż pierwotne plany zakładały nieco szersze grono pasjonatów wakacji, w efekcie zostałam ja z Piotrem. Pożegnania trwały cały tydzień w coraz zabawniejszej atmosferze.26 stycznia - 24 luty 2005
- Marzena mogę Cię prosić na chwilę? - Jasiek odciągnął mnie na bok. Wokół nas na Okęciu kłębił się tłum ludzi. Przy tablicy informacyjnej stoi Magister z Tomkiem w towarzystwie naszych plecaków.- Nie jadę, wracam do domu.
Nie wierzyłam własnym uszom. Plan wyjazdu do Azji Wschodniej był troskliwie realizowany przez ostatni miesiąc. Wizy, ubezpieczenia, urlopy, terminy przedwyjazdowych spotkań, wszystko misternie dogrywane w relacjach telekonferencji na trasie Lublin - Warszawa.
Na pytanie co się stało usłyszałam jedynie, że Jasiek przemyślał tę decyzję i są pewne fakty, które zmuszają go do pozostaniu w kraju. Próby zmiany jego postanowień spełzły na niczym.
Zaczęła się odprawa…
Turcja - wrzesień 1995
Tak, Turcja stała się wielkim początkiem szeregu wypraw mniejszych, większych, dalekich i bliskich. Nie sądziłam że zapiski Gąza będą też inspiracją do kreślenia dzienników kolejnych podróży. Tym razem postanowiłam w oryginale pozostawić pamiętnik jaki powstał dzięki tym notatkom. Autorem jest Gązo, ja tylko chciałam upowszechnić zapis naszych poczynań. Bohaterowie na pewno rozpoznają opisywane miejsca, zdarzenia, a gdyby komuś przypomniały się jakieś jeszcze istptne fakty tej wyprawy chętnie dopiszę tu kilka słów.
Wyprawa do Turcji trwała miesiąc, biorąc początek 17 września i tak do 13 pażdziernika, kiedy właściwie zaczęły się regularne zajęcia na uczelni. Ale to nie było wówczas problemem. 15 osób, z czego nas 14 studentów geografii i niezastąpiony w swojej wiedzy Jasio Reder, nasz wykładowca i przyjaciel. Już w samej Turcji podzieliliśmy się na 5 trzyosobowych grup i tak rozpoczęliśmy pierwszą, niczym nieograniczoną w czasie i przestrzeni podróż po zupełnie nam wtedy jeszcze nieznanym kraju, a który bardzo szybko stał się dla nas niemal drugim domem......
czerwiec 2009
marzec 2009
Stojąc na zimnym piasku sobieszewskiej plaży pomyślałam, że niekoniecznie trzeba wejść w posiadanie drogiego biletu lotniczego na drugi koniec świata, żeby na chwilę oderwać się od rzeczywistości i znaleźć się gdzieś na uboczu. Z dala od codziennych kłopotów, w towarzystwie jedynie słońca i wiatru. Takie miejsce znalazłam całkiem niedaleko.

